Geoblog.pl    H2GO    Podróże    Indie 2010 na motorze - czyli 9000 km wibracji na bzyku Royal Enfield    ... czyli jak polscy turysci klusuja na indyjskie slonie
Zwiń mapę
2010
30
mar

... czyli jak polscy turysci klusuja na indyjskie slonie

 
Indie
Indie, Madikeri
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 11888 km
 
Nic ciekawego. Madikeri to zwykla , maloszczegolna miescina. Zalatalismy detke na zapas, zjedlismy , sciagnelismy mapy z Googla i ruszylismy w dalsza droge, wciaz przez gorskie plantacje, kierujac sie na zachodnie wybrzeze do Kerali. Stan jezdni niespecjalnie umozliwial szybka przeprawe, totez znow zastal nas wieczor wciaz jeszcze w Karnatace. Plantacje chwilowo zamienily sie w las, z czego skorzystalismy ochoczo, cieszac sie z mozliwosci rozpalenia ogniska. Wkroczylismy moze ze sto metrow w glab lesnej gestwiny przekraczajac jeden gleboki row ( ki melioracyjny badz ppoz ? ), zatrzymujac sie przed nastepnym , pod wysokim drzewem, z drabinka wykonana z jednego dluuugiego bambusa, wiodacej na szczyt korony na poklad z desek. " He he he , pewnie to na ucieczke tubylcow przed dzikim zwierzem grasujacym w dole ... " wesolo zazartowalismy popijajac zimnego Kingfishera, po czym juz po zmroku udalismy sie po szczapy bambusa rosnacego przy drodze. Nie wykazalismy sie przy tym zbytnia subtelnoscia , zatem pojawienie sie w ciemnosciach blyskajacych latarek nie wywolalo w nas ( juz nie ) zdumienia. Zostalismy przywitani przez Tholpetty ( Wayanad ) Forest Office rangera ( straznika lesnego ) krzykiem i grozbami pozbawinia wolnosci do lat trzech. Ale to wiele halasu o nic. Zaczelo sie od przypuszczenia klusownictwa ( to dla zgrywy chyba, poprostu chcial wypasc bardzo srogo ), a skonczylo sie na pouczeniu i spisaniu oswiadczenia ( dla niego na podklad - indyjska biurokracja ) o nieumyslnym dzialaniu, nieznajomosci obowiazujacych przepisow i prosbie o wybaczenie popelnionego czynu nielegalnego. A ow czyn to wkroczenie i usilowanie rozbicia obozu ( w oswiadczeniu podyktowano nam , ze niby to zgubilismy droge - he, he - spoko chlopaki ) w strefie bezpieczenstwa, oddzielajacej las zwykly od, podobno, najwiekszego populacyjnie rezerwatu dzikich sloni indyjskich , tudziez innej, drapieznej jak i nie, zwierzyny. Tak wiec te wyzej wspomniane rowy to nei na wode, nie na ogien , ino zwyczajnie na slonie, co by sie po okolicy nie szwendaly.
Nasze spotkanie zakonczylo sie juz w bardzo milej atmosferze. No ale noc byla i musielismy mimo wszystko dalej szukac miejscowki na spanko. Wyjezdzajac z rezerwatu, doznalismy bliskoego spotkania z jednym ze slonikow, ktory wylonil sie z mroku - stal sobie jak gdyby nic na poboczu drogi i wcinal galezie. Uff.... mocne to bylo .
Dalsza czesc nocy spedzilismy kilkadziesiat kilometrow dalej pod wiata opustoszalej szopy na plantacji kauczukowca.
 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Zdjęcia (29)
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
Komentarze (0)
DODAJ KOMENTARZ
 
H2GO
Krzysiek .
zwiedził 1.5% świata (3 państwa)
Zasoby: 67 wpisów67 30 komentarzy30 1946 zdjęć1946 0 plików multimedialnych0